Tuesday, April 22, 2014

INTERVIEW FOR GRAZIA MAGAZINE

Cześć! Chciałam się z Wami podzielić jednym z moich ulubionych wywiadów, który przeprowadziła ze mną Joanna Łazarz. Mogliście go przeczytać w poprzednim wydaniu magazynu GRAZIA. Dajcie znać, czy Wam się podoba. Mam nadzieję, że teraz poznacie mnie lepiej i dowiecie się, jak to było u mnie od zera.


Jesteś z siebie dumna?

Tak. Nie wstydzę się o tym mówić. Mój blog ma cztery lata. Spełniłam dzięki niemu wiele marzeń. I zrobiłam to całkiem sama. Nie urodziłam się w złotym pałacu i nie mam zamożnej rodziny. Boli mnie to, że w Polsce uważa się, że dziewczyna może do czegoś dojść tylko dzięki bogatym rodzicom albo facetowi.

Albo znajomościom.

Znajomości są akurat bardzo ważne, żeby osiągnąć sukces w mojej branży. Ale jeżeli ich nie masz, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby je nawiązać. Wystarczy być otwartym. Gdy zaczęłam chodzić na imprezy branżowe, przed wyjściem z domu googlowałam dziennikarki modowe, naczelne magazynów, żeby wiedzieć, kogo warto poznać. Inne blogerki wszędzie chodziły grupami, a tak trudniej poznać nowych ludzi. Zawsze wolałam działać sama i nie czekałam, aż ktoś do mnie podejdzie.

Celebrytów też starałaś się poznać?

Nie. Kontakt z celebrytami na nic się nie prze-
kłada i nic nie daje (śmiech).

Zawsze byłaś taka samodzielna?

W szkole byłam rozpoznawalna, głównie ze względu na imię. Wszyscy wiedzieli też, że jestem w połowie Niemką. Zawsze lepiej dogadywałam się z kolegami, bo jestem szczera i bezpośrednia. Dziewczyny mi dogryzały. Nauczyciele też podcinali mi skrzydła. Nienawidzę szkoły. Mam traumę.

Dlaczego nauczyciele cię gnębili?

Z powodu mojej pasji i charakteru. W Polsce panuje przekonanie, że moda jest czymś głupim. Zresztą nie tylko moda. W podstawówce wstydziłam się, gdy pytano mnie, czym zajmują się moi rodzice. Z tatą nie miałam kontaktu. Mama pracowała w rodzinnej restauracji, a jak byłam mała, nie było jeszcze programów kulinarnych z Magdą Gessler, nie szanowano zawodu kucharza. Dziś gastronomia to lans. Ale wtedy to był wstyd.

Też pracowałaś w restauracji babci? 

Nie miałam wyjścia. Jak czegoś chciałam, to musiałam na to zapracować. Jako trzynastoletnia kelnerka w restauracji babci zarabiałam 5 złotych za godzinę. Dziś to doceniam, ale wtedy byłam załamana. Zamiast spędzać weekendy z rówieśnikami, musiałam iść do pracy.

Dostawałaś duże napiwki?

W Poznaniu nie daje się napiwków. Zdarzały się raz na sto lat. Poznaniacy są oszczędni.

Słyszałam, że pracowałaś też jako niania.

W gimnazjum zaczęłam pracować u amerykańskiej rodziny, na osiedlu, blisko mojego domu. Opiekowałam się dwiema dziewczynkami. Pięć razy w tygodniu po kilka godzin. Tam zarabiałam już lepsze pieniądze.

Skąd wzięłaś pomysł na bloga?

Przeczytałam w gazecie artykuł o fenomenie blogerów, m.in. o Bryanboyu i Elin Kling. Pomyślałam, że chcę robić to, co oni. W Polsce były już blogi modowe. Większość z nich już nie istnieje. Ale nie było nikogo w stylu glamour. Tak powstał Jemerced.com.

Zawsze wyróżniałaś się strojem?

Zawsze! Od małego uwielbiałam się przebierać, stroić, ubierać się na przekór. Zakładałam np. rękawiczki latem. Dużo kombinowałam, dostawałam ubrania od koleżanek mamy, polowałam na okazje na wyprzedażach. Lubiłam skupiać na sobie uwagę.

Pamiętasz swój pierwszy post?

Jasne! Dałam bratu do ręki cyfrówkę, kupioną za pieniądze, które zarobiłam jako niania.  Poprosiłam, żeby zrobił mi zdjęcia przed domem. Założyłam zielony płaszczyk z wyprzedaży i pierwszy post poszedł w świat.

Miałaś 16 lat i od razu odniosłaś sukces? 

No nie (śmiech). Brałam udział w licznych konkursach modowych. Wiedziałam, że muszę promować bloga. Ale nigdy nie spamowałam stron komentarzami zachęcającymi, żeby wejść na bloga, ani nie inwestowałam w reklamę. Informacja była przekazywana pocztą pantoflową. Moja mama powiedziała koleżankom, ja dziewczynom w szkole... Po pół roku prowadzenia bloga, w konkursie w Starym Browarze w Poznaniu wygrałam wejściówkę na pokaz Krzysia Stróżyny w Londynie. Podróż i hotel musiałam opłacić sama. Było ciężko, ale dałam radę.

Skąd wzięłaś pieniądze?

Całe wakacje pracowałam w Niemczech w magazynie sieci Netto, rozpakowywałam palety. A potem kupiłam sobie bilet Ryanaira i poleciałam. Byłam pierwszą polską blogerką na fashion week w Londynie! Spałam w hostelu z dwunastoma osobami w pokoju, a na pokazie Krzysia siedziałam w pierwszym rzędzie. Poznałam Gosię Baczyńską, Joannę Horodyńską i panią Grażynę Kulczyk. Przed
pokazem zagadywałam stojących wokół ludzi. Jakiś fotograf zabrał mnie potem na pokaz Vi-
vienne Westwood, a inna stylistka na imprezę Dolce & Gabbana, gdzie widziałam po raz pierwszy na żywo Naomi Campbell.

Twoja łatwość nawiązywania kontaktów musi bardzo pomagać ci w pracy.

To jedna z moich największych zalet. Nie mam poczucia obciachu. Nie wstydzę się, nie jestem sierotką, która stoi w kącie i czeka, aż ją zauważą. Biorę sprawy w swoje ręce.

Co robiłaś po powrocie z Londynu?

W październiku wygrałam w Złotych Tarasach kilka tysięcy złotych na zakupy. Skompletowałam sobie blogerską szafę. Potem wygrałam jeszcze wyjazd na łódzki fashion week. To była druga edycja tej imprezy, wtedy jeszcze przyjeżdżało tam dużo gwiazd i wszyscy redaktorzy mody. Miałam vipowskie zaproszenie i na pokazach siedziałam w pierw-
szym rzędzie, obok naczelnych i celebrytów. Wszyscy mnie zagadywali, bo dziwili się, co szesnastolatka robi sama na salonach. A topowe blogerki sezonu siedziały w ósmym rzędzie i zastanawiały się, kim jestem.

Nie polubiły cię?

Zdecydowanie nie. Wkurzyłam je na wejściu. Ale poznałam wtedy wszystkich. Nawiązałam też dobre kontakty z redakcjami ważnych gazet, które zaczęły mnie wspierać. Poznałam Roberta Kupisza, który wtedy dopiero planował zrobienie pierwszej kolekcji ubrań. To był mój najlepszy tydzień w Łodzi!

Kto zrobił na tobie największe wrażenie?

Chyba nikt. Znani ludzie nie robią na mnie wrażenia. Bardzo ich lubię, podziwiam ich pracę, ale nie wyznaję kultu celebrytów. Jedyną osobą, która zrobiła na mnie wrażenie, była Anja Rubik. Poznałam ją rok temu i było mi miło, że kojarzy mojego bloga. Wow!

Kolejny przełomowy moment?

Trzy lata temu zostałam finalistką konkursu amerykańskiego „Elle” na redaktorkę i zostałam zaproszona na fashion week w Nowym Jorku. Byłam jedną z siedmiu osób z całego świata, które trafiły do finału. To było spełnienie moich marzeń! Ten konkurs był wieloetapowy i bardzo wymagający. Pod koniec musiałam stworzyć portfolio i prze-
konać jury, dlaczego to właśnie ja powinnam zostać redaktorką. Napisałam zgłoszenie w formie bajki o tym, że dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w Niemczech, urodziła się niebieskooka, filigranowa Jessica... Napisałam, że dorastałam przy kolorowych murach Niemiec i wśród zakonnic w Poznaniu, bo chodziłam do szkoły katolickiej. Klasy nauczyłam się od sióstr urszulanek. To się spodobało jurorom.

Mama puściła cię samą do Nowego Jorku?

Tak, leciałam sama, a cały wyjazd sponsorowało amerykańskie „Elle”. Na lotnisko przyjechała po mnie limuzyna, mieszkałam w hotelu przy Times Square, miałam kieszonko-
we i telefon służbowy. Jak jechałam limuzyną przez Nowy Jork, zadzwoniłam do mamy i powiedziałam jej, że jestem tak szczęśliwa, że nawet jeżeli konkursu nie wygram, to i tak osiągnęłam taki mój własny minisukces. Wtedy też zaczęły o mnie pisać polskie media i ludzie zaczęli kojarzyć mojego bloga.

Można powiedzieć, że nie wygrałaś kon-
kursu, ale wygrałaś karierę.

Może jeszcze nie karierę. Ale etapowo spełniam swoje marzenia. W jury konkursu siedział Bryanboy, mój idol, który zainspirował mnie do założenia bloga. Osiągnięciem było to, że Bryan mnie polubił.

Utrzymujesz z nim kontakt?

Ostatnio spotkaliśmy się w Nowym Jorku na pokazie Tommy'ego Hilfigera. Byłam zaskoczona, że mnie pamiętał. Super!

Kiedy zaczęłaś zarabiać na swoim blogu?

Przez trzy lata prowadziłam bloga za darmo. Dopiero rok temu zaczęłam na nim zarabiać. Pierwsze pieniądze dostałam za program w Eska TV, który prowadziłam z Maffashion.

Przyjaźnicie się?

Nie mam przyjaciółek. Ale z Julką bardzo się lubimy i wspieramy. Wczoraj tańczyłyśmy razem na imprezie (śmiech).

Jak znosisz krytykę ze strony internautów?

Nie przejmuję się. Ostatnio internauci denerwują się, że na blogu można zarobić. A może lepiej cieszyć się, że pieniądze koncernów zostają u nas. Ogromne marki kupują u mnie powierzchnie reklamowe. U dwudziestoletniej dziewczyny z Poznania! W redakcji gazety czy portalu siedzi kilkanaście osób, a ja prowadzę bloga sama. To moja praca, w którą wkładam mnóstwo czasu, zaangażowania i serca. Dlaczego wydawnictwa mają zarabiać pieniądze na reklamach, a mój serwis nie miałby przynosić
dochodu?

Sama negocjujesz kontrakty?

Tak, bo trudno znaleźć w Polsce kogoś, kto zrozumie, jak prowadzić ten biznes. Potrzebowałabym pana, który umie sprzedawać powierzchnię w serwisach internetowych i pana, obracającego się w świecie celebryckim, który doradziłby mi, na jaką imprezę powinnam pójść, z kim nawiązać współpracę. Mam poczucie, że sama najlepiej zarządzam swoim wizerunkiem i blogiem. Traktuję pracę profesjonalnie. Chodzę na szkolenia o działaniach w internecie, uczę się przepisów, rozwijam się.

Jak dbasz o swój wizerunek medialny?

Nie zależy mi tak bardzo na tym, jak wyglądam na zdjęciach. Nie muszę być zawsze per-
fekcyjna i z dzióbkiem. Ważne jest dla mnie to, co mówię. Dlatego autoryzuję wywiady.

Czujesz, że jesteś popularna?

Nie do końca. Ale od powrotu z miesięcznego wypadu do Nowego Jorku coś się zmieniło...

To znaczy?

Dostrzegłam, że rzeczywiście ludzie inaczej na mnie patrzą. Nie jestem skromna, więc cię nie kokietuję. Od zawsze przyciągałam wzrok na ulicy, bo wyglądałam jak dziwoląg. Trudno mi powiedzieć, czy teraz patrzą na mnie, bo jestem znana, czy nadal dlatego, że wyróżniam się na polskich ulicach. W moim rodzinnym Poznaniu nikt mnie nie zaczepia, w Warszawie zdarza się to częściej.

Podobno jesteś dla wszystkich miła.

Tak. Wszystkich ludzi traktuję tak samo. Jestem tak samo miła dla gwiazdy pop, jak dla kelnera w restauracji. Mam pozytywne podejście do ludzi. Nie kłócę się, nie nastawiam źle, nie chcę, żeby nowo poznana osoba czuła się przy mnie niekomfortowo. Nie mam czasu na sprawianie ludziom przykrości. Traktuję innych tak, jak sama chciałbym być traktowana.

Jak wygląda twój dzień?

Każdy jest totalnie inny, rzadko przeżywam coś dwa razy. Ale mam stały zakres obowiązków. Codziennie coś musi pojawić się na moim Facebooku, Instagramie, Twitterze.

Masz chłopaka?

Nie mam. Nie wiem nawet, czy mam powodzenie u facetów. Trudno mi to ocenić, bo mam zbyt wielu kumpli. Teraz jestem sama.

Jakiego mężczyzny szukasz?

Ważne jest dla mnie, żeby być z kimś, kto też realizuje swoją pasję, pracuje, tworzy. Nie wyobrażam sobie związku z leniwym facetem, który czeka, aż mu coś spadnie z nieba. Muszę mieć przedsiębiorczego chłopaka. Branża, w której pracuje, jest obojętna. Ważne, żeby miał charakter i tak jak ja zaczynał od zera. Tacy faceci mi imponują i chyba ja im też...

Pasja przekłada się na pieniądze?

Dokładnie. Jak ktoś ma pomysł i realizuje go z pasją, prędzej czy później będzie spełniony. Potrzebuję faceta, który będzie mógł pójść ze mną i na koncert rockowy, i do opery.

Musi się odnajdywać w różnych światach?

Ja tak mam i to jest dla mnie bardzo ważne. Mogę zjeść hamburgera na ławce na dworcu, a chwilę później pić szampana na wytwornej modowej imprezie. Wszędzie czuję się dobrze. Nie jestem snobką i nie muszę jadać tylko w drogich restauracjach. Nie zamykam się w świecie bogatych ludzi. Lubię obserwować życie wszystkich grup społecznych.

Torebki Chanel kupiłaś sobie ostatnio w nagrodę za ciężką pracę?

Nie myślałam o tym w ten sposób, ale w sumie tak. Poza tym to rzeczy kultowe, za-
wsze modne. Torebki powinno się mieć dobre i markowe. Jak taką masz, to nawet ubrania z sieciówki dobrze przy niej wyglądają.  Już jako szesnastolatka miałam torebkę Marca
Jacobsa, którą dostałam od koleżanki mamy. Teraz stać mnie na własne.

Długo zbierałaś pieniądze na te torby?

Hmm (śmiech)... Traktuję je jak lokatę. Wolę kupić drogą torebkę, która nie traci na war-
tości, niż samochód za kilkadziesiąt tysięcy, który po kilku latach jest warty połowę mniej.


Jak to było z twoim wyjazdem do Nowego Jorku? Rzeczywiście poleciałaś tam sponta-
nicznie, prosto z imprezy?

Nie, tak tylko żartowałam na blogu. To był zaplanowany wyjazd. Miałam tam być cztery dni, ale zostałam na miesiąc.

Często robisz żarty internautom?

Tak. I już się do nich przyzwyczaili (śmiech). Po tym, jak pokazałam zdjęcie z nową chanelką, wrzuciłam zdjęcie skromnego śniadania z podpisem, że całkowicie się spłukałam. Nie-
którzy uwierzyli... A ja nie dopuściłabym do tego, żeby zbankrutować przez torebkę!

Oszczędzasz?

O, tak! Żyję oszczędnie, nie wydaję na bzdury.

Obserwując twojego bloga, można odnieść wrażenie, że żyjesz na wysokim poziomie.

(śmiech) To tylko tak wygląda. W Nowym Jorku mieszkałam w hotelach, ale dzięki współpracy z markami nie płaciłam za nie.  Na całym świecie mam takie możliwości. Hotele mnie goszczą, linie lotniczne chcą, żebym z nimi latała. Na wyjazdy zagraniczne agencje piarowskie proponowały mi współpracę, jestem zapraszana i nie płacę za nic. W podróży spotykam się też z fanami z całego świata.

Przyjeżdżasz do dowolnego miasta na świecie, piszesz: „Hej, jestem tu” i od razu dostajesz propozycje spotkania?

Dokładnie tak. To jest super, że mogę poznać ludzi z różnych zakątków świata dzięki temu, że czytają mojego bloga.

Myślisz, że czas blogów się skończy?

Kiedyś tak. Ale nie boję się, że moja praca się skończy. Chcę zbudować markę. Teraz do sklepów na świecie wchodzi bluza dla River Island, sygnowana moim imieniem i nazwi-
skiem. To zaszczyt, że po Rihannie swoją kolekcję będzie mieć blogerka z Polski.

Chciałabyś być bardziej doceniana?

Polacy powinni być chociaż odrobinę dumni z blogerek. Bo one, poza modelkami, jako jedyne Polki są kojarzone na świecie. Bardzo się podbudowałam w Nowym Jorku. Miałam torby Chanel od PRowców, ubrania Oscara de la Renty, zaproszenia na pokazy. Byłam w szoku, że zainteresowali się jakąś Jessiką z Polski! Wyjaśnili, że mam tyle wejść na bloga i tylu fanów, że dla nich współpraca ze mną to sama korzyść. Przed wyjazdem nie zdawałam sobie sprawy z tego, że robię coś dobrego. Ale w Polsce szybko zeszłam na ziemię.

Co cię zdenerwowało?

Pytania o to, czy mam sponsora.

Serio ktoś cię o to spytał?

Tak. I to ktoś bardzo mądry i znany. Powiedział, że skoro mam teraz takie drogie torebki i spędziłam miesiąc w Nowym Jorku, a potem tydzień w Paryżu, to na pewno poznałam bogatego faceta. Strasznie mnie to wkurzyło. Dlaczego ludzie zakładają, że młoda dziewczyna musi mieć sponsora, żeby mieć pieniądze?

Ile zarabiasz?

Nie mówię o swoich zarobkach. Ale w internecie można naprawdę dobrze zarobić.

Od kwietnia zamieszkasz w Warszawie. 

Wynajęłam śliczne mieszkanie w centrum. Ale będę tęsknić za mamą i bratem.

Mama jest z ciebie dumna?

Myślę, że bardzo. Staram się jej pomagać. Uważam, że jej się to należy za to, jak mnie wychowała. I to zupełnie sama, z niską pensją. Z bratem też jestem blisko. Rozpieszczam go jak mogę. Może nawet trochę za bardzo. Ale nie mogę powstrzymać się przed kupowaniem mu prezentów. Ja w jego wieku tego nie miałam, więc chcę mu sprawiać przyjemność.

Serio chcesz być naczelną „Vogue'a”?

(śmiech) Mówię to, żeby zdenerwować branżę modową tym, że mam marzenia i ambicje. Wiele osób uważa, że jestem za młoda, nie robię niczego wyjątkowego, więc nie powinnam mieć aspiracji. Mówię to na przekór wszystkim, którzy uważają, że nie zasługuję na wiele.

Chcesz też zdenerwować dziennikarzy?

Chyba niektórych denerwuję. W Nowym Jorku dziennikarze też przeklinają blogerów. Redaktorki po studiach, które wiele lat pracują w zawodzie, czasami nie mają takiej pozycji jak blogerzy. Nie mówię o sobie, ale porównuję dziennikarki z Chiarą Ferragni, która ma dwa miliony obserwatorów, prezenty od projektantów, miejsca w pierwszym rzędzie i podróżuje po świecie. I to może wkurzać.

Mnie nie wkurzasz.

To masz nietypowe podejście. Mam wrażenie, że jesteśmy świadkami przełomu w mediach.  Mam milion wejść na bloga miesięcznie, czyli zasięg większy niż magazyny dla kobiet. A polskie gwiazdy mają znacznie mniej fanów na Facebooku niż my.

Zarabiasz na tym zasięgu?

Jasne. Jeżeli zakładam bluzę z sieciówki i podpisuję ją na Instagramie, jej sprzedaż natychmiast rośnie. Nic dziwnego, że dostaję za to pieniądze. Świat zmierza w dziwną, ale ciekawą stronę. Ludzie internetu nie są pompowani przez media tak jak celebryci. Wybierają ich inni ludzie. I to za Dawidem Kwiatkowskim biegają dzisiaj fanki, a nie za aktorami z „M jak miłość”.

O czym dzisiaj marzysz?

Żeby spełniły się moje zawodowe plany. Ale nie mogę ci ich zdradzić, bo nie chcę zapeszać.

Myślisz o tym, żeby się przeprowadzić do Nowego Jorku?

Na razie nie. Nie będę wypinać się na Polskę, bo Polska mnie stworzyła i Polskę kocham. Teraz, po powrocie ze Stanów, szczególnie doceniam to, co tu mam. Czytelników, znajomych, nasz polski klimat. Jestem wdzięczna fanom, nie kłócę się z nimi i nie kasuję negatywnych komentarzy. Mają prawo się ze mną nie zgadzać. A teksty dotyczące tego, że mam brzydkie nogi albo twarz, nie bolą mnie (śmiech). Jedyne, czego nie akceptuję, to prze-
kleństw. Posty z brzydkimi słowami kasuję.




Wreszcie zorganizowałam pierwsze w życiu spotkanie z czytelnikami, fanami, odbiorcami tego bloga, czyli z Wami! ♥

Zapraszam Was wszystkich! Obojętnie ile macie lat, skąd jesteście, co lubicie! Najważniejsze, żebyśmy się wreszcie POZNALI!

Wpadajcie na kawę do COSTA COFFEE w Złotych Tarasach, poziom 0 w Warszawie w czwartek 24.04 o 15:00. 
Tam się widzimy! 

(Po 4 latach się zebrałam i zrobiłam wydarzenie, o które tyle razy pytaliście, więc wpadajcie, bo siara jak będę sama siedzieć i czekać i nikt nie przyjdzie, bo potwierdzą się moje obawy haha :D )

Zapisz się w wydarzeniu tutaj:


https://www.facebook.com/events/285071548318394/


Friday, April 18, 2014

THVT SHIT CRAY BY JUSTIN: SPRING SUMMER 2014 SNEAKERS

Zastanawiacie się jakie buty sportowe wybrać na nadchodzący sezon wiosna/lato 2014? Nie lubicie kiedy ktoś nosi takie same trampki jak Wy na waszej dzielnicy, czy w szkole? A może chcecie wyglądać świeżo i stylowo? Wybrałem dla was naprawdę parę niezłych par obuwia, które bardzo bym chciał mieć w swojej szafie. Poniżej znajdziecie klasyki w kolorystyce, która będzie modna tego lata, ale i odjechane kroje butów od projektantów. To mój pierwszy post u mojej siostry Jessiki, zamierzam tu wpadać częściej, a co do butów - mam nadzieję, że coś Wam wpadnie w oko! Szukajcie ich w sieci lub sklepach stacjonarnych i zdobądźcie te sneakersy przed innymi.:)



BALENCIAGA 







Kenzo x Vans 






Vans SK8 Hi


Minimalizm i prostota, to lubimy na ten sezon.



Supra Vaider LX



Raf Simons x Adidas

Moja siostra uwielbia jego kreacje tworzone dla domu mody Christian Dior już od kwietnia 2012 roku. A ja kocham jego innowacyjne projekty dla Adidasa.






Rick Owens x Adidas


Również z droższej półki, ale jeżeli ktoś lubi rzeczy luksusowe, to jest to pozycja obowiązkowa na ten sezon. 




Converse Black&white/All black

Klasyczne, całe czarne Chuckzy podobają mi się najbardziej...





Air Max 90 White




Air Jordan I OG

W każdej kolorystyce są piękne. Bardzo wygodne buty, również nie grube/ciężkie, więc na lato idealne. Niestety te które wam pokazuję to klasyki, a jak to z klasykami bywa są najdroższe... W sklepach stacjonarnych znajdziecie też dużo jedynek w tańszych cenach, które również są godne uwagi.



Nike Roshe

W tamtym roku były hitem, teraz jak dla mnie są spoko. Ulice zaczynają się w nich pokazywać. Moja siostra również haha :)



Oprócz Roshe są też inne buty sportowe Nike, które z pewnością będą hitem na ten sezon : 


Nike Free Run 5.0+




Są doskonałe i już dużo ludzi zaczyna na nie polować!

Jak dla mnie największymi hitami są te obuwia sportowe - nic więcej nie piszę, po prostu oglądajcie! 



Nike Solarsoft Moccasin





Nike Free Inneva Woven




Nike Mayfly Woven




Nike Flyknit Racer


Dzięki za obejrzenie mojego pierwszego wpisu! Dajcie znać w komentarzach, czy spodobał Wam się mój post, gust i luźny styl pisania? Który model jest najfajniejszy? A co najważniejsze, czy są tu jacyś KOLESIE? :D Wbijajcie na moją stronkę: THVT SHIT CRAY BY JUSTIN

Wednesday, April 9, 2014

H&M CONSCIOUS PRESENTATION IN WARSAW

Cześć Kochani! Dobrze, że mnie strofujecie w komentarzach i zwracacie uwagę na to, co Was niepokoi, czy denerwuje. Wiem, że ostatnio mało postów pojawiało się na blogu i wielu z Was się na mnie za to pogniewało. Proszę Was o zrozumienie, od miesiąca dużo podróżowałam i pracowałam nie na blogu, poza tym miałam na głowie sprawy związane z przeprowadzką. Na szczęście wszystko się udało i od kilku dni jestem wreszcie na stałe w Warszawie. A to oznacza, że znowu mogę regularnie pracować i postować wpisy dla Was!

Godzinkę temu wróciłam z prezentacji kolekcji H&M Conscious, która odbyła się w Endorfinie w Warszawie. Zobaczyłam tam prezentację ubrań iście teatralnych, niczym wyciągnietych z czasów Marii Antoniny i rewolucji francuskiej, która spotyka się z casualowym stylem XXI wieku. Fraki, bluzki z bufiastymi rękawami, suknie do ziemi w barokowe wzory, czy złote ornamenty i dzianinowe frędzle - takimi elementami charakteryzuje się kolekcja Conscious Exclusive. Mnie najbardziej spodobał się żakiet toreadora oraz rzeczy wykonane z jasnej, pastelowej skóry - np. plisowana spódnica. Kolekcja kupicie od jutra w wybranych sklepach H&M.

Co do mojego looku postawiłam na wygodę! Wybrałam wygodne skórzane baleriny oraz czerwoną, koronkową bomber jacket od Tomaotomo. A właśnie! Co do Tomaotomo, muszę kończyć, bo zaraz lecę na jego pokaz... Relacja już niedługo! Buziaki! Wracaaaaa Waszaaaa Jessaaaaaa!



























phot. PATRYK SPIKER


JACKET - TOMAOTOMO
SHIRT - PRIMARK
SUNNIES - PRADA
PANTS - ZARA
SHOES - MOHITO
SHIRT - MANGO


Monday, April 7, 2014

WHITE LOOK & PINK NIKE ROSHE, WARSAW #SELFEYE

Coraz bardziej modne na polskich ulicach staje się noszenie kolorowych sneakersów. Mnie ostatnio wpadły w oko buty Nike Roshe. Postanowiłam zamówić swoją pierwszą parę oraz je przetestować i stało się - różowe trampki skradły moje serce, biegam w nich po mieście non stop.
Oko okiem, ale zobaczcie czym od niedawna najczęściej maluję swoje rzęsy! Max Factor podesłał mi do przetestowania maskarę Excess Volume - challenge accepted: pokochałam i uzależniłam się! Sprawdź to sama :)















BLAZER - ZARA
JUMPER - SINSAY
NIKE ROSHE - SARENZA.PL
PANTS - ZARA
BAG - CHANEL BOY

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...